Oksford otwarty

Swoją wizytę w Oksfordzie w 1990 roku pamiętam tylko mgliście. Przyjechałem tu którejś niedzieli, gdy restauracja była zamknięta i miałem ten jeden dzień w tygodniu wolny. To było latem, dzień był słoneczny. Pomiędzy średniowiecznymi budynkami z ciemnego kamienia prowadziła droga, którą wyszedłem na zielone łąki. Dotarłem do niezbyt szerokiej rzeki i przerzuconego nad nią łukowatego kamiennego mostu. Nad brzegiem na trawie siedziały grupy rozbawionej młodzieży. Czułem, jak czas płynie tu leniwie i beztrosko.

Teraz chciałem znaleźć się w tym samym miejscu, ale nic nie odpowiadało zakodowanemu w pamięci obrazowi. Miasto okazało się dużo większe i bardziej gwarne niż sądziłem. Wstałem nawet wcześniej ostatniego dnia, aby tuż przed wyjazdem pójść jeszcze do bardziej oddalonego mostu na Tamizie, aż za Christ Church Meadow, ale i on nie okazał się tą sielską przeprawą z moich wspomnień. Pamięć musiała spłatać mi figla. Migawki ułożyła w jeden film, widok wyimaginowanego miejsca skompilowała z obrazów różnych części Oksfordu. Wierzę jednak, że samo wrażenie sprzed dwudziestu sześciu lat jest prawdziwe. Dla biednego czasowego emigranta z kraju, w którym przez lata obowiązywał szary egalitaryzm, wykonującego nisko płatną pracę, ściśle reglamentującego swoje wydatki, spacer wokół starych kolegiów, widok młodych studiujących tu ludzi, było jak oglądanie możnego świata zza odgradzających barierek. Nie mogłem mieć nawet marzenia, że kiedyś realne stanie się pełnoprawne uczestnictwo w tym elitarnym klubie. A tu proszę, już dla kolejnego pokolenia studia na Oksfordzie stanowią cel, o który można walczyć. I ta radykalna zmiana jest, mówiąc nieco górnolotnie, najlepszą miarą tego, jaką drogę przebyła Polska w ostatnim ćwierćwieczu.

 

Londyn – Oksford, 18-23 października 2016

Copyright © 2014