Studenckie życie w St Benet’s

Student uniwersytetu w Oksfordzie musi być jednocześnie członkiem jednego z tworzących go kolegiów. Składając aplikację, można wybrać sobie kolegium, co jednak nie gwarantuje, że do niego się trafi, gdyż uniwersytet rozdziela aplikacje, dbając o zachowanie równego poziomu nauczania we wszystkich swoich jednostkach. Dorota złożyła aplikację otwartą i przydzielona została do St Benet’s Private Hall. „Private hall” w nazwie oznacza, że St Benet’s nie posiada statusu kolegium rządzącego się samodzielnie, lecz kierowane jest przez kongregację religijną, w przypadku St Benet’s są to benedyktyni. Z punktu widzenia studenta dylemat – college czy private hall – nie ma znaczenia, gdyż system i poziom nauki jest taki sam, a egzaminy zdaje się na szczeblu uniwersytetu i to uniwersytet nadaje dyplomy. Bardziej istotne jest pytanie, jaki college czy private hall, gdyż to ma wpływ na codzienne życie studenta. Kolegia różnią się liczbą studentów, panującą w nich atmosferą, zwyczajami, zakresem pomocy socjalnej, kosztami zakwaterowania i wyżywienia.

Dorota trafiła dobrze, gdyż St Benet’s jest jednym z najmniejszych kolegiów z sześćdziesięciu pięcioma studentami i niemal rodzinną atmosferą. Szczyci się najdłuższym stołem w Oksfordzie, przy którym do wspólnego posiłku mogą zasiąść wszyscy profesorowie i studenci. Główny budynek St Benet’s mieści się przy St Giles w centrum miasta. Są to dwie połączone kamienice z 1830 roku, zakupione przez benedyktynów w 1923 roku. Oczywiście zakon był obecny w Oksfordzie dużo wcześniej, w średniowieczu ufundował nawet trzy kolegia, ale stracił je w okresie reformacji. Benedyktyni powrócili po ponad 350 latach, gdy w 1897 otwarli dom dla zakonników chcących studiować na uniwersytecie. Dziś zdecydowana większość studentów to osoby świeckie, niekoniecznie nawet wierzące, wszyscy proszeni są jednak o zachowanie szacunku dla benedyktyńskiego etosu.  Ciekawe w tej historii jest to, że St Benet’s jest spadkobiercą tradycji benedyktyńskich mnichów z Westminster Abbey. Ich grupa po ostatecznej kasacie zakonu zarządzonej przez Elżbietę I wyemigrowała do Francji i osiedliła się w okolicy Nancy. Stąd z kolei zostali relegowani w 1792 roku po wybuchu rewolucji francuskiej i powrócili do Anglii. Korzystając z prywatnego nadania, założyli nowe opactwo w Ampleforth w Yorkshire (gdzie dziś prowadzą prestiżową szkołę średnią). I właśnie to opactwo otwarło swój dom w Oksfordzie.

Na pierwszy rok studiów Dorota została zakwaterowana w nowo zakupionym budynku, dużej wiktoriańskiej willi z połowy XIX wieku, położonej w spokojnej dzielnicy obok University Parks. Tu dostała skromny samodzielny pokój (z umywalką wewnątrz, a łazienką na korytarzu). Na codzienne posiłki chodzić musi do głównego budynku; to kilkuminutowy spacer. U siebie ma zaplecze kuchenne i przynajmniej śniadania mogłaby robić sobie sama, ale w St Benet’s wykupienie całodziennego wyżywienia jest obowiązkowe. Częste spotkania przy stole mają pomagać w kształtowaniu wspólnoty.

W uniwersyteckiej części Oksfordu wszędzie jest blisko, zbyt blisko, żeby korzystać z komunikacji autobusowej. Z drugiej strony odległości między oboma budynkami St Benet’s, a także miejscami, gdzie prowadzone są wykłady i ćwiczenia, biblioteką, są na tyle duże, że dziennie przemierzyć trzeba pieszo sporo kilometrów. To dobrze, inaczej regularne obfite posiłki zmieniłyby Dorotę w tłustą kluseczkę.

Zajęcia fizyczne nie są obowiązkowe, ale zgodnie z angielską tradycją sport ma odgrywać istotną rolę w procesie edukacji. Stąd w ramach uniwersytetu działa wiele klubów sportowych. Niektóre dyscypliny są zupełnie nieznane w Polsce, np. podwodny hokej czy australijski futbol. Oczywiście największym poważaniem cieszą się wioślarze (i wioślarki). Miejscem treningów, a potem rywalizacji między poszczególnymi kolegiami jest odcinek Tamizy (zwanej tu Isis) poniżej Christ Church Meadow (rozległych zielonych terenów należących do Christ Church College). Najlepsi trafiają potem do ośmioosobowych osad reprezentujących Oksford w słynnych regatach Oksford versus Cambridge, odbywających się co roku na przełomie marca i kwietnia. Pytałem Dorotę, czy planuje zrobić karierę na tym polu, ale nie. Starsza koleżanka odradziła jej. Sport to piękny, ale treningi odbywają się w porannych godzinach, gdy jesienią, zimą i wczesną wiosną jest chłodno, a od wody dodatkowo ciągnie wilgoć. Przyjemność to w takich warunkach nie jest.

Czytaj dalej

Copyright © 2014