Tamiza

Ulice Londynu są dość wąskie, zatłoczone, tworzą skomplikowaną sieć połączeń. Sprawny transport zapewnia metro z jedenastoma liniami podziemnej kolejki. Z punktu widzenia turysty najciekawszym szlakiem komunikacyjnym jest przepływająca przez środek miasta Tamiza. Szczególnie pierwszego dnia warto urządzić sobie przejażdżkę tramwajem wodnym. Płynąc z przystani Tower do przystani Westminster (albo odwrotnie) w ciągu 20 minut można zobaczyć wiele budynków i budowli, ikon starego i współczesnego Londynu. Poza tym z żadnego innego miejsca (poza tarasami widokowymi) nie ma się tak szerokiego spojrzenia na linię zabudowy miasta.

My popłynęliśmy spod Tower of London. Za sobą zostawiliśmy charakterystyczną konstrukcję zwodzonego mostu Tower Bridge. Na lewym (północnym) brzegu rzeki w tyle za średniowiecznym zamkiem królewskim wzbijają się ku niebu wieżowce londyńskiego City. Najbardziej rzucają się w oczy trzy, którym londyńczycy nadali wdzięczne miana: Walkie-Talkie (20 Fenchurch, 160 metrów wysokości, otwarcie: 2014), Tarka do Sera (122 Leadenhall, 225 m, 2014) i najciekawszy z nich Korniszon (20 St Mary Axe, 180 m, 2004, projekt: Norman Foster and Partners). Po drugiej stronie nabrzeże również zabudowane jest biurowcami, tyle że o skromniejszych rozmiarach i formie. Wśród nich wyróżnia się bombiasta siedziba władz miejskich Greater London (również zaprojektowana przez pracownię Normana Fostera). Płynąc w górę rzeki, mija się zakotwiczony krążownik z czasów drugiej wojny światowej HMS Belfast, okręt-muzeum. Ponad nim ostro rysuje się szklana iglica najwyższego budynku w Londynie (i jednego z najwyższych w Europie). To stojący na południowym brzegu The Shard (odłamek, okruch), wysoki na 310 metrów, oddany do użytku w 2013 roku, projekt światowej sławy włoskiego architekta Renzo Piano.

Po przepłynięciu pod London Bridge i Southwark Bridge dociera się do kolejnego odcinka z monumentalnymi budowlami. Na południowym brzegu znajduje się ceglany gmach przekształcony na potrzeby muzeum sztuki nowoczesnej Tate Modern z zamkniętej w 1981 roku elektrowni. Po drugiej stronie rzeki wzniesiona przez Christophera Wrena na przełomie XVII i XVIII wieku katedra Św. Pawła z zachwycającą, wielką, a sprawiającą wrażenie niezwykle lekkiej, kopułą. Obie budowle spina ze sobą przerzucona nad Tamizą kładka dla pieszych o niezwykłym futurystycznym kształcie (Millennium Footbridge, 2000 rok).

Dalej na wysokości Waterloo Bridge mija się kompleks niegdyś awangardowych betonowych budynków z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Mieszczą one instytucje kulturalne, m.in. Royal National Theatre i Royal Festival Hall. Wzrok przyciąga jednak przede wszystkim coraz bardziej widoczna sylwetka London Eye, ogromnego koła młyńskiego umożliwiającego wzniesienie się w przeszklonej kapsule na wysokość 130 metrów. Tuż obok znajduje się potężny gmach dawnego ratusza miejskiego (z I połowy XX wieku). Po likwidacji Greater London Council przez rząd Margaret Thatcher w 1986 roku budynek mieścił inne instytucje, aż został sprzedany i obecnie stanowi wielkie centrum rozrywki.

Tak dopłynęliśmy do Westminster Bridge i końcowego przystanku ze stojącą tuż obok majestatyczną wieżą Big Ben i rozciągającym się wzdłuż Tamizy neogotyckim Pałacem Westminsterskim, będącym siedzibą obu izb parlamentu, a tym samym stanowiącym centrum brytyjskiej polityki.

Ruch na Tamizie, rzece niewiele szerszej od Wisły w Krakowie, był zaskakująco duży. Pływają po niej nie tylko jednostki wycieczkowe, czy regularnej komunikacji, ale także duże barki wypełnione towarami, ciągnione przez holowniki. Rzeka ma najwyraźniej znaczenie gospodarcze, nie jest tylko reprezentacyjną arterią miasta.

***

Transport publiczny działa w Londynie znakomicie, ale jest bardzo drogi. Stąd przed przyjazdem dogłębnie przeanalizowałem dostępne opcje pod kątem wyboru optymalnego kosztowo wariantu. Zadanie nie jest łatwe z powodu mnogości rozwiązań. Musiałem skorzystać ze znalezionej w sieci nieoficjalnej poradnikowej strony internetowej dla turystów, żeby zrozumieć, co będzie najlepsze dla naszej grupy przebywającej w Londynie przez cztery dni.

Najlepiej było wykupić kartę Oyster, a właściwie nie wykupić, a wypożyczyć po uiszczeniu depozytu w wysokości pięciu funtów. Można to zrobić na każdej stacji metra, korzystając z automatu (kasy obsługiwane przez ludzi należą już do historii). Tyle że nie dotyczy to kart dla dzieci do 15 lat (czyli w naszym przypadku Kamili), którym przysługuje zniżka na przejazdy 50%. Taką kartę Oyster wydają jedynie centra obsługi turystycznej (visitor centre), zlokalizowane przy głównych dworcach kolejowych. Nie był to problem, gdyż nasz autobus z lotniska dowiózł nas do dworca King’s Cross.

Oyster trzeba zasilić odpowiednią ilością środków. Można to zrobić jednorazowo, albo sukcesywnie w miarę potrzeb. Wybrałem pierwsze rozwiązanie, skoro niewykorzystaną kwotę i tak można odzyskać przy oddawaniu karty. Jeden przejazd w obrębie stref 1-2, a w takiej się poruszaliśmy, kosztuje 2,40 £ (w godzinach szczytu nawet 2,90 £). Na szczęście funkcjonuje coś, co nazywa się capping, czyli system z nieograniczoną liczbą przejazdów i dzienną maksymalną kwotą obciążenia. Dla stref 1-2 wynosi ona 6,50 £. Łatwo więc było obliczyć, że przy intensywnym zwiedzaniu transport metrem i autobusami będzie nas kosztował 3 x 6,50 £ (wtorek do czwartku) plus 2,40 £ za przejazd w ostatnim dniu na dworzec Paddington (skąd mieliśmy odjechać do Oksfordu). Dla Kamili potrzebna była połowa tej kwoty.

Korzystanie z tramwaju wodnego rządzi się odmiennymi prawami. Karta Oyster daje tu jedynie zniżkę, natomiast taka podróż nie jest objęta mechanizmem cappingu, czyli trzeba za nią zapłacić ekstra. W ramach strefy centralnej (tu mieścił się szlak od Tower do Westminster) obciążenie wynosi 6,30 £ (dziecko 3,15 £).

Reasumując, podróżowanie po Londynie kosztowało każdą dorosłą osobę 28,20 £, czyli ok. 135 zł. Niemało.

Czytaj dalej

Copyright © 2014