Międzyzdroje

Międzyzdroje, leżące na wyspie Wolin, są jednym z najbardziej prestiżowych nadbałtyckich kurortów. Na nadmorskiej promenadzie w okolicach molo, amfiteatru i hotelu Amber Baltic jest tłoczno i gwarno, ale w zachodniej części miejscowości wkraczającej w obszar lasu, gdzie mieszkaliśmy my, jest znacznie spokojniej. W części wschodniej wybudowano kilka wysokich apartamentowców. Na szczęście nie psują widoku, gdyż dominują nad nimi wzgórza Wolińskiego Parku Narodowego – Kawcza Góra (61 m.n.p.m.), Biała Góra i Gosań (najwyższe wzniesienie nad polskim Bałtykiem – 93 m.n.p.m.). Przy promenadzie zachowało się kilka przedwojennych poniemieckich pensjonatów, w większości ładnie wyremontowanych. Jest ich jednak zbyt mało, aby stworzyć klimat ekskluzywnego kąpieliska. Nawet jeśli w Międzyzdrojach jest czysto i dba się o zieleń, to jednak dominuje tandeta licznych straganów i toporna architektura z czasów komuny.

Atutem miejscowości są szerokie piaszczyste plaże i łatwy dostęp do nich (zabudowa rozciągnięta jest wzdłuż wybrzeża), a także ładny pejzaż zamknięty przez wysokie klify po wschodniej stronie. Genialnym pomysłem marketingowym miejscowych włodarzy była organizacja corocznego Festiwalu Gwiazd (w tym roku odbyła się jego XIX edycja), na który przyjeżdżają znane osobistości filmu, teatru, muzyki, pozostawiając wizerunek swych odciśniętych dłoni na Promenadzie Gwiazd. To przyciąga wczasowiczów – każdy chce spędzić urlop w miejscu, gdzie bywały takie znakomitości jak Beata Tyszkiewicz, Bogusław Linda, Daniel Olbrychski, Maryla Rodowicz, Roman Polański. Lista nazwisk jest długa i rzeczywiście imponująca. Akurat w tym roku termin Festiwalu Gwiazd pokrył się częściowo z naszym pobytem i widać było, jak w tych dniach przybyło ludzi. Sami zresztą też wykorzystaliśmy tę okazję do zobaczenia lekkiej komedii „Kochanie na kredyt” z udziałem aktorów znanych z popularnych seriali (Tamara Arciuch, Bartek Kasprzykowski, Filip Bobek) w reżyserii Olafa Lubaszenko, który sam na bis również pojawił się na scenie.

 

Mieszkaliśmy w wygodnym apartamencie w bloku przy Gryfa Pomorskiego 77. To były absolutne peryferie Międzyzdrojów. Dwieście metrów dalej zabudowa kończyła się. Co rano wybiegałem tędy na dziesięciokilometrową rundę po lesie. Za to do plaży było bardzo blisko. Wystarczyło przejść 100 metrów przez wąski lasek i już było się na miejscu. Bezpośrednio po zakończeniu roku szkolnego wyjeżdża na wakacje stosunkowo mało ludzi, więc plaża była niemal pusta. Dopiero z końcem tygodnia odczuwało się zwiększenie ruchu, ale nawet wtedy nie miało się wrażenia ścisku.

Pogodę mieliśmy zmienną. Pierwszy dzień był deszczowy, ale to nam nie przeszkadzało. Można było odpocząć w (niemal) domowym zaciszu. Drugiego dnia powitało nas nieoczekiwanie słońce, posiedzieliśmy więc trochę na plaży (a po południu odwiedziliśmy centrum Międzyzdrojów, 20 minut spacerem). Trzeci dzień też zapowiadał się dobrze. Zrobiliśmy sobie wycieczkę na Kawczą Górę i do zagrody żubrów na terenie Wolińskiego Parku Narodowego. Jak tam byliśmy, zaczęło niespodziewanie padać i zmoknęliśmy trochę w trakcie powrotu. Kolejnego dnia sytuacja się powtórzyła, tyle że kiedy zaczęło padać, byliśmy na plaży. Późnym popołudniem pojechaliśmy na wycieczkę do Świnoujścia. Najpierw wisiały ciężkie stalowe chmury, potem się wypogodziło i świeciło piękne zachodzące słońce. Piątego dnia wypożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy nad Turkusowe Jezioro. Szlak wiódł bocznymi drogami, na miejscu wspięliśmy się na Piaskową Górę, aby spojrzeć na turkusową taflę jeziorka powstałego w miejscu nieczynnego wyrobiska kopalni kredy, zjedliśmy pysznego dorsza w cieście piwnym. Ta relaksująca wycieczka zabrała nam 3 godziny (13 km w obie strony). Po południu zachmurzyło się całkowicie, więc zamiast na plażę poszliśmy na basen do pobliskiego hotelu Bagiński & Chabinka (wejście mieliśmy w cenie naszego apartamentu). Szóstego dnia nadciągnął wyż, zrobiło się słonecznie i bardzo ciepło (i tak miało być już przez kolejny tydzień). Mieliśmy więc wspaniałe plażowanie, a wieczorem byliśmy na spektaklu „Kochanie na kredyt” (wieczór jest tu pojęciem dość mylącym, bo ciemno robiło się dopiero po dwudziestej drugiej). Kolejny dzień to była już sobota, pakowanie i wyjazd do Dębiny. Od wczesnego rana w Międzyzdrojach trwał wtedy prawdziwy najazd nowych wczasowiczów. Jak wygląda miejscowość w szczycie sezonu, tego na szczęście nie musieliśmy już doświadczać.

Czytaj dalej

Copyright © 2014