Jak w bajce

Serfaus, 27/03/2010

Pierwsze zaskoczenie – niebo jest czyste, a zza wierzchołków gór wstaje słońce.

Drugie zaskoczenie – od strony Serfaus-Fiss-Ladis ciągnie kawalkada samochodów; sznur aut jak na zakopiance po weekendzie majowym.

Trzecie zaskoczenie – dachy wszystkich zjeżdżających z góry pojazdów pokryte są 10.centymetrową warstwą białego puchu – a więc wczoraj u nas lał deszcz, a pięćset metrów wyżej padał śnieg.

To miał być najgorszy dzień, a stał się dniem spełniających się marzeń – patrz: pierwszy wpis z 22 marca. Wysokie góry, lekki mróz, świeży śnieg i marcowe słońce, a do tego jeszcze połowa ludzi mniej, bo sobota okazała się dla wielu terminem zmiany turnusu.

Jeździmy po znanych już nam trasach Serfaus. Wybieramy te odcinki, gdzie szusowanie sprawiło nam szczególną przyjemność. Dla mnie numer 1 to czarna trasa prowadząca z Obere Scheid – długość 2600 m, różnica poziomów 520 m. Pięć takich zjazdów nonstop na koniec dnia to prawdziwe wyzwanie, ale sił dodaje zastrzyk adrenaliny, kiedy stoi się na górze i widzi cały stok tylko dla siebie.

Agnieszka kończy dzień w rozłożystym fotelu zawieszonym jak huśtawka. Choć jest już trzecia, tu w kotlince słońce mocno grzeje. Fotel delikatnie się buja. Oczy same się zamykają.

Czytaj dalej

Copyright © 2014