Mieszkać w Tyrolu

Prutz, 24/03/2010

Koniec zimy w Krakowie (a pewnie i w innych polskich miastach i miasteczkach) zawsze wygląda tak samo. Resztki zmrożonego brudnego śniegu leżą przy krawężnikach, czekając na miłosierne promienie wiosennego słońca. Chodniki skrywa warstwa mokrego piachu, obficie sypanego wcześniej przez troskliwych dozorców. Na trawnikach pozbawionych śnieżnej pokrywy zalegają dziesiątki petów i psich odchodów. Jezdnie podziurawione są, jakby padły ofiarą artyleryjskiego ostrzału. A w Tyrolu?

W Prutz, w niewielkim, typowym tyrolskim miasteczku, położonym w dolinie, zima też już się skończyła. To było dopiero co, a śladów nie pozostawiła żadnych. Wszystko utrzymane jest we wzorowym porządku: drogi, pobocza, chodniki, przydomowe ogródki. Tu każdy czuje się odpowiedzialny za estetykę własnej posesji, a lokalne służby są odpowiednio zorganizowane i wyposażone, aby na co dzień utrzymać ład w przestrzeni publicznej. To w Fiss widziałem sprzątaczy, którzy przy pomocy mechanicznych szczotek wyczesywali z trawnika wszelkie nieczystości. Nas to zaskakuje. Tu nikt nie myśli, że mogłoby być inaczej.

***

W Prutz wynajęliśmy apartament w prywatnym domu. Mamy sypialnię, salon, kuchnię z aneksem jadalnym, balkon z widokiem na zamek w Ladis. Dla nas dwojga to aż za wiele. Cena „last minute”: 281 euro (plus 30 euro za końcowe sprzątanie). Relacja ceny do wartości znakomita, a do tego gościnność gospodarzy gratis.

Czytaj dalej

Copyright © 2014