Pogoda zmienna jest

Pfunds, 26/03/2010

Wracając, zatrzymujemy się w Pfunds, największym miasteczku w okolicy. Nasza wyprawa do Tyrolu powoli dobiega końca – trzeba skompletować zestaw upominków dla rodziny pozostawionej w Polsce, przede wszystkim dla naszych dziewczynek. Trafiamy jednak na przerwę obiadową. Sklepy otwarte będą dopiero za godzinę o piętnastej. Sjesta rodem z południa w tej górskiej krainie – tego się nie spodziewałem.

Mamy czas na przechadzkę, ale pierwsze 20 minut musimy przesiedzieć w samochodzie, bo pada rzęsisty deszcz. Kiedy ulewa przechodzi, zza chmur wyłania się piękne słońce. Pfunds, co nie może być zaskoczeniem, okazuje się zadbaną sympatyczną miejscowością. Jej początki sięgają ponoć XIII wieku i kilka obiektów o historycznej wartości można tu znaleźć. Przede wszystkim jest to drewniany most na Innie połączony z trzypiętrową rozłożystą kamienicą z bramą wiodącą do drugiej części miasteczka. Budynek ten zwany jest wieżą, choć wcale jej nie przypomina. Jest to za pewne nawiązanie do historycznego kształtu budowli, której dopiero z czasem nadano charakter rezydencji.

Pod wieczór wzmaga się wiatr. Krople deszczu coraz mocniej bębnią po szybie. Wkrótce przetacza się nad nami prawdziwa nawałnica. Odbiera nam resztki zapału do jutrzejszej jazdy. Narciarsko czujemy się już spełnieni i w sumie moglibyśmy wracać do domu.

Czytaj dalej

Copyright © 2014