Powrót

28/03/2010

Cicho zatrzaskujemy za sobą drzwi. Jest niedziela wpół do ośmej rano i cały nasz dom pogrążony jest jeszcze w śnie. Nie ma serdecznego pożegnania, pakujemy tylko nasze rzeczy i w drogę.

Po pięciu minutach wjeżdżamy do siedmiokilometrowego wydrążonego w poprzek skalistej góry tunelu, szóstego pod względem długości w Austrii. Oddany do użytku w 2000 roku stanowi południowo-wschodnią obwodnicę prowincjonalnego miasta Landeck (8000 mieszkańców). To się nazywa rozmach inwestycyjny!

Potem ciąg autostrad, osiemset kilometrów niemal do samej Żyliny na Słowacji, a każda godzina to 130 kilometrów bliżej rodzinnego domu.

Koniec autostrady to koniec cywilizacji. Najpierw Słowacja z szarymi blokami mieszkalnymi z wielkiej płyty, dominującymi tu i ówdzie w górskim krajobrazie, szpetna zabudowa Čadcy, pozbawiona jakiegokolwiek uroku wieś Skalite z zaniedbanymi domami ciągnącymi się wzdłuż wąskiej szosy, potem Polska z jeszcze bardziej zniszczonymi i zatłoczonymi drogami, błotnistymi poboczami, walającymi się wszędzie śmieciami. Tak kończy się każda wyprawa narciarska w Alpy, poczuciem, że gdzieś ten piękny świat został za nami.

Lecz to jest tylko kwestia czasu. Mijają dwa, trzy dni i już czujemy się swojsko w tej naszej byle jakiej rzeczywistości.

Copyright © 2014