W krainie Murmli’ego

Serfaus, 23/03/2010

Dziś pobudka wcześniej, bo chcemy wyjechać do góry jednym z pierwszych wagoników, a drogę do stacji mamy dłuższą niż wczoraj. Nie dość, że trzeba wspiąć się serpentynami do Fiss, trawersującą zbocze drogą dojechać do Serfaus, to jeszcze potem trzeba z samochodu przesiąść się obowiązkowo na podziemną kolejkę, aby dopiero nią dostać się do stacji gondolek. Serfaus jest bowiem chyba najwyżej położonym miejscem, w którym funkcjonuje metro. Oczywiście tutaj jest ono bardzo skromnych rozmiarów – wahadłowo kursująca kolejka, 1280 metrów długości, cztery przystanki (w tym początkowy i końcowy), ale dzięki takiej infrastrukturze miasteczko jest całkowicie wolne od ruchu samochodowego.

Gondolka Komperdell wywozi nas na rozłożystą halę. Tu wita nas Murmli, ubrany w tyrolski kapelusz świstak, maskotka Serfaus. Stąd można jechać dalej w prawo na tereny łączące się z Fiss lub w lewo, gdzie zaczyna się system wyciągów i zjazdów rozciągający obszar narciarski daleko ku południowemu zachodowi. Najwyższa góra, na którą można tu wyjechać kolejką gondolową, to Pezid 2770 m. Zatrzymujemy się przez chwilę w punkcie widokowym, bo panorama ośnieżonych i zalanych słońcem szczytów masywów Samnaun i Silvretta zapiera dech w piersiach. Gdzieś tam znajdują się trasy Ischgl, po których szaleliśmy dwa lata temu.

Rozbudowana sieć nowoczesnych wyciągów i wielość znakomicie utrzymanych tras to norma w każdym liczącym się ośrodku narciarskim w Austrii. Żeby wyróżnić się na tle konkurencji, każdy z nich szuka więc oryginalnych pomysłów na dostarczenie narciarzom dodatkowych satysfakcji. W Serfaus-Fiss-Ladis taką rolę pełni między innymi kilkanaście „punktów dobrego samopoczucia”. To miejsca położone obok tras zjazdowych, gdzie zmęczony narciarz może odpocząć w ergonomicznym fotelu, na sofie lub w hamaku. Każdy z tych punktów różni się „umeblowaniem”. W jednym z nich znajdują się gigantyczne krzesła, na które wspiąć się trzeba po siedmiu stopniach. Agnieszka siedząca na takim krześle wygląda jak krasnoludek.

Dziś śnieg jest równie rozmiękły jak wczoraj. Udało mi się jednak dopasować styl jazdy do tych warunków. Trzeba jechać bardziej prostopadle w dół, robiąc dość gęsto niewielkie skręty poprzez oparcie ciężaru na kijku i lekkie wybicie się z obu nóg. Nie wiem, czy jest to zgodne z teorią narciarstwa alpejskiego, ale mnie ta technika służy. Agnieszka ma już natomiast dość i rezygnuje z ostatniego zjazdu na dół do Serfaus. Ja walczę do końca.

Czytaj dalej

Copyright © 2014