Drezno

Dzisiejsze Drezno jest miastem okaleczonym. W dniach 13-15 lutego 1945 roku stało się niespodziewanym celem zmasowanych nalotów bombowych, przeprowadzonych wspólnie przez siły powietrzne USA i Wielkiej Brytanii. Całe centrum obróciło się w ruinę w wyniku wybuchów bomb i wznieconych pożarów, a około 25.000 ludności zginęło. Po wojnie Saksonia znalazła się w sowieckiej strefie okupacyjnej, a następnie stała się częścią NRD. Komuniści tylko częściowo odbudowali zniszczone zabytki. W wielu miejscach wywieźli gruz i pozostawili gołe place, albo co gorsza postawili na miejscu starych budynków bloki mieszkalne z wielkiej płyty. Układ urbanistyczny został całkowicie zaburzony. Widać to dokładnie, kiedy spojrzy się na ten teren z góry, z jednej z udostępnionych do zwiedzania wież kościelnych. Historyczna część miasta stanowi dziś chaotyczną mozaikę złożoną z pokrytych patyną dawnych gmachów, bijących w oczy świeżością fasad odbudowanych ostatnio mieszczańskich kamienic, szarych wieżowców i szerokich alei, a w zabudowę wcina się jeszcze gigantyczna sylwetka hali pałacu kultury, największa pamiątka po DDR.

My wspięliśmy się na galerię kopuły Frauenkirche, protestanckiej świątyni Naszej Pani z czasów Augusta III, nota bene całkowicie zniszczonej w trakcie bombardowania i pożaru. Osmolone mury i walające się wokół rozbite kamienne elementy zostały pozostawione nietknięte jako swoisty antywojenny monument. Dopiero po zjednoczeniu Niemiec podjęto inicjatywę odbudowania kościoła. Przy wsparciu prywatnych darczyńców, między reprezentujących kraje odpowiedzialne za zniszczenia, wykorzystaniu oryginalnych planów i ocalałych szczątek pierwotnego budynku, świątynię wzniesiono na nowo.

Panorama Drezna mnie nie zachwyciła, ten galimatias stylów i form, a jeszcze dodatkowo widok psuły stojące obok głównych zabytków budowlane dźwigi, rusztowania, parkany, natomiast błonia ciągnące się wzdłuż przepływającej poniżej Łaby, normalnie sycące oczy zielenią, były teraz smętnie żółte wskutek braku deszczy.

Ładny jest Zwinger. Ten barokowy pałac, którego budowę zaordynował August II, bardziej przywodzi na myśl wielką oranżerię, gdyż tworzy go ciąg niskich, lekko wyglądających, przeszklonych pawilonów. Służył jako miejsce zabaw i uroczystości. Dziś znajdują się tu trzy galerie: malarstwa, przyrządów naukowych i porcelany. Warto by zobaczyć je wszystkie (szczególnie że jest to korzystne finansowo – trzy w cenie dwóch), ale w ten gorący letni dzień było to ponad nasze siły. Zdecydowaliśmy się na porcelanę, bo nie ma drugiego miejsca w Europie bardziej związanego z tym szlachetnym materiałem.  Do XVIII wieku wyroby z porcelany sprowadzane były z Dalekiego Wschodu. Z uwagi na ograniczoną dostępność i wysoką cenę były obiektem pożądania wyższych sfer. Na to nałożyło się zainteresowanie orientem w wyniku odkryć geograficznych. Kolekcjonowanie ceramiki z porcelany stało się modne. Jednocześnie próbowano rozwikłać sekret jej wytwarzania. Jako pierwszemu udało się to zrobić w 1709 roku alchemikowi zatrudnionemu przez Augusta II, a w 1710 roku w odległej od Drezna o niecałych trzydzieści kilometrów Miśni uruchomiono pierwszą w Europie manufakturę.

Nie jestem szczególnym miłośnikiem porcelany i nigdy nie podobały mi się chińskie saloniki w barokowych pałacach ze ścianami udekorowanymi obficie ceramiką, ale kolekcja zgromadzona w Zwingerze jest naprawdę imponująca. Można zapoznać się z różnymi szkołami zdobienia wyrobów w Chinach i Japonii, zobaczyć pierwsze wyroby z Miśni, jeszcze nieco toporne, z mało prześwitującego, nie tak doskonałego materiału, oglądnąć kompletne serwisy stołowe, w tym dekorowany polskim orłem i litewską pogonią, figurki ludzi w różnych pozach i całkiem spore figury zwierząt. Są też i dzieła bardziej przywodzące na myśl rzeźbiarskie prace – król Sas odziany w szlachecki kontusz, misternie spleciony bukiet kwiatów w wazonie, sceny biblijne, stanowiące jakby wyposażenie przenośnej kaplicy. Można się zachwycić!

***

Centrum Drezna odwiedziliśmy jeszcze raz na zakończenie wycieczki, tym razem było to późnym wieczorem po zmroku. Zaparkowaliśmy samochód na prawym brzegu Łaby obok ponurego gmachu ministerstw finansów i kultury Saksonii. Zeszliśmy nad rzekę i porośniętą suchymi źdźbłami łąką dotarliśmy do mostu Augusta (Augustusbrücke), obecnie w generalnym remoncie, gdzie chwilę zajęło nam znalezienie właściwego nań wejścia. Most z początku XX wieku zastąpił starszy z czasów Augusta II, stanowiący przeszkodę dla rozwoju żeglugi rzecznej. Wkrótce znaleźliśmy się na lewym brzegu obok Hofkirche, kościoła sąsiadującego z drezdeńskim zamkiem, powstałym za Augusta III i mającym dawniej status świątyni dworskiej. Tuż obok znajdują się secesyjny gmach opery i Zwinger. W otoczeniu tak znamienitych budynków chciałem wykonać serię nocnych zdjęć. Niestety wyszły zupełnie nieudane, a to głównie za sprawą chaotycznie rozstawionego oświetlenia. Na poziomie ulicy część lamp świeci zbyt jaskrawo, z kolei fasady pozostają nader ciemne, detale architektoniczne nie są wyeksponowane. Szkoda. Znaną już sobie drogą poszliśmy dalej pod Frauenkirche, a potem wróciliśmy nad rzekę i tarasami Brühla, nadrzeczną promenadą, dotarliśmy do mostu Karoli (Carolabrücke), głównej przeprawy przez Łabę. Stąd jeszcze ostatnie spojrzenie na miasto i może najładniejsza jego panorama.

Czytaj dalej

Copyright © 2014