Stolpen

Magnesem przyciągającym turystów do Stolpen jest historia hrabiny Cosel. Ani pozostałości tutejszego zamku, ani ich położenie same w sobie nie byłyby aż tak wielką atrakcją. Zamek przez ponad 350 lat stanowił własność biskupów Miśni i jedną z ich głównych rezydencji. W czasach reformacji został przejęty przez protestanckich Wettynów i przez nich rozbudowany. Z czasem tracił jednak na znaczeniu i w XVII wieku, kiedy przebywała tu hrabina Cosel, nie był już w dobrym stanie, a niedługo po jej śmierci, opuszczony przez wojskową załogę, począł zamieniać się w ruinę.

Historii hrabiny Cosel, upadłej faworyty Augusta II, poświęcona jest ekspozycja w jednej z ocalałych baszt. Urodziła się w 1680 roku jako Anna Konstancja von Brockdorff, córka holsztyńskiego szlachcica. Otrzymała staranne wykształcenie, co było niezwykłe w tamtych czasach. Na dwór saksoński trafiła jako małżonka barona von Hoym, jej uroda i spontaniczność zwróciły uwagę Augusta II. Z powodu niezgodności charakterów małżeństwo Anny Konstancji wkrótce zakończyło się rozwodem, a w tym samym czasie August II uczynił ją swoją nową metresą. Co więcej, król Polski i elektor saski w tajnym dokumencie obiecał jej ślub po uzyskaniu dla siebie rozwodu. Na jego prośbę cesarz przyznał jej tytuł hrabiny (reichsgräfin) Cosel. Para doczekała się trójki dzieci, dwóch dziewczynek i chłopca. Po pięciu latach August II był już jednak znudzony tym związkiem, a dwór, niechętny hrabinie Cosel z powodu jej dużych ambicji, podsunął mu nową kochankę. Hrabinę Cosel odsunięto, odsyłając ją do pałacu w Pillnitz. Stąd udało jej się zbiec do Berlina. W opinii saskiego dworu popełniła w ten sposób zdradę stanu, August II począł obawiać się, że wyjdzie na jaw jego przyrzeczenie małżeństwa, a była faworyta zostanie politycznie wykorzystana przez Prusy. Podjęto negocjacje. W ich wyniku hrabina Cosel została wydana Saksonii. Umieszczono ją pod strażą w zamku Stolpen. Spędziła tu osamotniona 49 lat, najpierw jako więzień, później dobrowolny zesłaniec. Zmarła w Stolpen w 1765 roku.

Poniżej zamku jest ładne, położone na zboczu miasteczko. Dojechaliśmy do rynku, zaparkowaliśmy auto. Obok stały znaki wskazujące na ograniczony czas postoju, ale nigdzie nie mogliśmy dojrzeć parkometru. Nie było też nikogo, kogo można by zapytać. Po przeciwnej stronie znaleźliśmy punkt informacji turystycznej. Pani nie mówiła po angielsku, ale za sprawą Agnieszki, jeszcze coś pamiętającej z lekcji niemieckiego z dawnych lat, udało nam się dogadać. Okazało się, że parkować można bezpłatnie, natomiast kupić trzeba kartę wielokrotnego użytku z ruchomą tarczą zegarową. Na tym zegarze ustawia się godzinę początkową, a kartę wsadza za szybę auta. Jeżeli samochód stoi w dolnej części rynku, trzeba wrócić przed upływem godziny, w górnej części limit wynosi 2 godziny. Oczywiście można teoretycznie przedłużyć parkowanie, przychodząc i przestawiając wskazówki zegara. My takiej potrzeby nie mieliśmy. Zwiedziliśmy zamek, a potem jeszcze zjedliśmy lody, mieszcząc się w wyznaczonym limicie czasowym.

Czytaj dalej

Copyright © 2014