Berlin. Pierwsze spotkanie

27/04/2013

Kraków-Berlin. Sześć godzin jazdy i trzynaście stopni Celsjusza różnicy. Z miłego, wyjątkowo ciepłego poranka zrobiło się chłodne i wietrzne popołudnie. Owszem prognoza wskazywała na pogorszenie pogody, ale na temperaturę poniżej dziesięciu stopni nie byliśmy przygotowani. Teraz przydałby się ciepły sweter i wiatrochronna kurtka. No cóż, zamiast tego wkładamy kilka warstw letniej odzieży i w drogę.

Krótki marsz na stację S-bahn Yorkstrasse. Zakup biletów w automacie banalnie prosty. Wbrew temu, co czytałem wcześniej, dostępna jest instrukcja w języku polskim. To drobny, ale istotny szczegół – turysta z Polski może poczuć się jak prawdziwie oczekiwany gość.

Ledwie trzy przystanki i jesteśmy już pod Bramą Brandenburską. Budowlę-symbol Berlina, wielokrotnie oglądaną w telewizji, możemy teraz umiejscowić sobie w kontekście całej zabudowy centrum miasta. Brama położona jest na osi przecinającej środek Berlina ze wschodu na zachód, biegnącej od miejsca, gdzie niegdyś stała królewska rezydencja, wzdłuż reprezentacyjnej alei Unter den Linden i dalej poprzez park Tiergarden ulicą 17 Czerwca. Tuż obok na skraju Tiergarden stoi budynek Reichstagu z charakterystyczną przeszkloną kopułą.

Mieliśmy od razu pójść bulwarem Unter den Linden, ale z drugiej strony Bramy na terenie Tiergarten odbywa się jakiś festyn, więc na krótko stajemy się jego uczestnikami. Budki z jedzeniem, wesołe miasteczko i stoiska promocyjne firm. Tylko z Turcji, a publiczność w większości też raczej o śniadej cerze. To społeczność turecka celebruje 23 Nisan, czyli ichniejszy Dzień Dziecka.

Idąc w kierunku zachodnim po prawej stronie otwiera się przed nami widok monumentalnego pomnika żołnierza radzieckiego, otoczonego kolumnadą z asystą w postaci dwóch czołgów typu „Rudy”. Wzniesiony został przez Sowietów w ciągu zaledwie paru miesięcy po zdobyciu miasta i stanowi dość osobliwą pamiątkę tamtych czasów. Monument można oglądać jedynie zza parkanu. Tablica informuje, że pogrzebanych jest tu około 2000 żołnierzy radzieckich, a miejsce objęte jest ochroną rządu Niemiec.

Zawracamy, przechodzimy ponownie przez Bramę Brandenburską. Pariser Platz i początek Unter den Linden zabudowane są nowoczesną architekturą. Do zjednoczenia Niemiec było to pustkowie położone w bezpośrednim sąsiedztwie muru, peryferia komunistycznego Berlina. Teraz stoją tu gmachy ambasad i ekskluzywnych hoteli.

Chłód jest dokuczliwy. Nasz spacer wzdłuż Unter den Linden to nie jest wycieczka od jednej atrakcji turystycznej do drugiej, ale raczej od jednego sklepu z pamiątkami do następnego. Nic nie kupujemy, ale przez chwilę można się pogrzać.

W dalszej swojej części Unter den Linden jest rozkopana. Trwa budowa nitki metra przebiegającej przez ścisłe centrum miasta. Dochodzimy do Forum Fridericianum. Gmach Opery Narodowej otacza parkan i rusztowania. Zza budynku wystają ramiona dźwigów. W dalszej perspektywie widać kilka kolejnych. W nowoczesnym Berlinie buduje się ciągle na potęgę.

W narożniku placu znajduje się katolicka katedra Św. Jadwigi. To nasz ostatni przystanek – o 19 jest tu msza św. Budowę świątyni, której forma wzorowana jest na rzymskim Panteonie, rozpoczęto w 1747 roku. Był to pierwszy katolicki kościół powstały w protestanckim Berlinie. Nietypowa jest nie tylko jego forma (założenie na planie koła), ale również funkcjonalny układ wnętrza – miejsca dla wiernych znajdują się po prawej i lewej stronie, środek otwarty jest na kryptę z szerokimi schodami prowadzącymi w dół. Zapewne nie jest to układ oryginalny, ale powstały w trakcie odbudowy katedry ze zniszczeń wojennych.

Kiedy wychodzimy, mży. Spieszymy już tylko do najbliższej stacji metra. Nawiązaliśmy pierwszą znajomość z miastem. Pomimo nie najlepszej pogody było to dobre powitanie. A jutro pogoda ma się podobno poprawić…

Czytaj dalej

Copyright © 2014