Okolice KaDeWe

30/04/2013

W drodze powrotnej wysiadamy przy stacji Zoo. Samo Zoo zostawiamy sobie na jutro; teraz chcemy zobaczyć dwie inne ikony Berlina. Pierwsza z nich to Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma (Gedächtniskirche), protestancka świątynia wzniesiona dla upamiętnienia pierwszego władcy zjednoczonych Niemiec. Budowla jest charakterystyczna, bo to nie neoromański kościół w swym oryginalnym kształcie, wybudowany w latach 1891-95, ale to, co z niego pozostało po nalotach bombowych aliantów w 1943 roku. Ruiny zostały wkomponowane w nowe założenie obejmujące ośmioboczną nawę, wiodące do niej foyer oraz stojące oddzielnie kaplicę i sześcioboczną dzwonnicę. Z całym szacunkiem dla tych nowych obiektów, których plany wyszły spod ręki Egona Eiermanna, jednego z najbardziej znanych architektów powojennych Niemiec, to jednak na wpół zrujnowana wieża starego kościoła (niegdyś o wysokości 113 metrów, obecnie 71) stanowi dominantę całego kompleksu i nadaje mu mocny charakter. Tak przynajmniej mogę sądzić na podstawie zdjęć, które wcześniej widziałem; jak wygląda to w rzeczywistości, nie dane nam zobaczyć, gdyż stare mury zostały szczelnie obudowane rusztowaniami. Trwa gruntowna renowacja.

Kościół Pamięci stoi na Breitscheidplatz. Z jednej strony dochodzi do niego Kurfürstendamm, z drugiej Tauentzienstrasse, dwie szerokie aleje z wielkopowierzchniowymi sklepami, ekskluzywnymi butikami i prestiżowymi biurami. Bulwary Kurfürstendamm cieszą się większą sławą, z założenia miały być berlińską odpowiedzią na paryskie Champs-Élysées. My jednak obieramy kierunek na Tauentzienstrasse.

„A man lost in time near KaDeWe” –  co miał na myśli David Bowie, pisząc te słowa w „Where are we now?”. Czy bez pamięci buszował w tutejszych magazynach, kompletując swoją garderobę? A samo KaDeWe (Kaufhaus des Westens) przy Tauentzienstrasse to największy dom towarowy w Europie kontynentalnej z powierzchnią handlową przekraczającą 60.000 m2. Otwarty w 1907 roku, od początku funkcjonował według nowatorskiej wówczas koncepcji rodem z Ameryki umiejscowienia wielu działów asortymentowych pod jednym dachem. Bowiego na pewno stać było na zakupy w tym miejscu; dla nas ceny są szokująco wysokie, ale też i nie sprzedaje się tu towarów masowych, lecz prestiżowe marki dla wybrednej klienteli. Gdybyśmy faktycznie dysponowali czasem i chęcią do zakupów, to bardziej odpowiedni byłby stojący po sąsiedzku, wielki, sześciopiętrowy sklep Peek & Cloppenburg (swoją drogą to też ciekawa architektura; projekt Gottfrieda Böhma, uznanego twórcy, laureata Nagrody Pritzkera, architektonicznego Nobla). Nie mamy jednak głowy do zakupowych szaleństw, więc spokojnie możemy iść na powrotny autobus do domu.

Czytaj dalej

Copyright © 2014