Potsdamer Platz

28/04/2013

„Had to get the train from Potsdamer Platz” – od tej frazy David Bowie zaczyna swoją nostalgiczną piosenkę.

Potsdamer Platz to niegdyś była najbardziej ruchliwa, tętniąca życiem (dziennym i nocnym) część miasta, wypełniona hotelami, domami towarowymi, ekskluzywnymi sklepami, kawiarniami, lokalami rozrywkowymi. Bliskość gmachów rządowych sprawiła, że naloty bombowe aliantów, a potem ostrzał artyleryjski Sowietów obróciły to miejsce w perzynę. Po zakończeniu wojny i wyznaczeniu stref okupacyjnych Potsdamer Platz znalazł się na styku kontroli amerykańskiej, brytyjskiej i sowieckiej. Początkowo ten podział nie stanowił realnej bariery dla swobodnego przemieszczania się mieszkańców, a wśród ruin pojawiły się otwarte na nowo sklepy i kawiarnie. Z czasem, w miarę pogarszania się stosunków między dotychczasowymi sojusznikami, restrykcje (wprowadzane w strefie sowieckiej) były coraz większe. Kulminacyjnym momentem była budowa muru, trwale oddzielającego Wschodni Berlin od Zachodniego (początek operacji miał miejsce 13 sierpnia 1961 roku). Granica przecinająca Potsdamer Platz sprawiła, że ten obszar miasta przestał być atrakcyjny dla berlińczyków. Rolę centrum handlowego Berlina Zachodniego zaczęła pełnić Kurfürstendamm, a we Wschodnim Alexanderplatz. Potsdamer Platz oczyszczony z ruin (ze zniszczeń ocalał tylko jeden budynek – Weinhaus Huth) stał się swoistą ziemią niczyją, a podziemny przystanek S-bahn stacją-widmo (linia kolejki obsługiwała komunikację w Berlinie Zachodnim, trasa wiodła częściowo przez Berlin Wschodni, gdzie pociągi nie zatrzymywały się).

Punktem zwrotnym stała się unifikacja obu państw niemieckich. Pusta ogromna przestrzeń w środku miasta wyznaczonego na stolicę nowych Niemiec – to był niewątpliwie najbardziej atrakcyjny teren budowlany na świecie końca XX wieku. Władze Berlina starały się zachować kontrolę nad procesem przekształcania Potsdamer Platz i przyległych obszarów w nową dzielnicę. Chyba się to udało, choć skala przedsięwzięcia była na tyle duża, że zawsze głosy krytyczne mogą znaleźć uzasadnienie w jakichś uchybieniach. Nam trudno ocenić całą koncepcję i jej realizację, bo znaleźliśmy się tu w drodze powrotnej do domu wczesnym wieczorem; wysiedliśmy, żeby zmienić autobus.

W promieniach zachodzącego słońca nowoczesne przeszklone budynki prezentują się imponująco. Choć wyszły spod ręki różnych architektów na zlecenie różnych inwestorów, widać w tym wszystkim ład. Obowiązkowo zaglądamy na dziedziniec Sony Center. To wizytówka nowej dzielnicy z dachem w kształcie gigantycznego namiotu.

I tak się tylko zastanawiam, jak to jest możliwe, że Berlin poradził sobie z rozwiązaniem kwestii własnościowych, a w Warszawie niemal 70 lat po zakończeniu wojny to dalej jest problem, który blokuje rozwój miasta.

Czytaj dalej

Copyright © 2014