Wieża TV

30/04/2013

Nawet nie przypuszczałem, że dzień na przełomie kwietnia i maja jest taki długi. Pod wieżą telewizyjną Fersehturm meldujemy się o wpół do ósmej, a tu ciągle jest widno. Chcieliśmy wyjechać na górę i zobaczyć panoramę Berlina by night, ale na to jest zdecydowanie za wcześnie. Nie ma też żadnej kolejki po bilety (podobno bywają, ale widać o innej porze dnia i roku). Mamy więc ekstra czas, pół godziny, aby rozejrzeć się po najbliższej okolicy.

Dorota koniecznie chce jechać tramwajem (jakbyśmy w Krakowie nie mieli własnych). Wsiadamy do żółtego wagonu i odbywamy jednominutową podróż między dwoma sąsiadującymi przystankami. Zaliczamy kolejny środek lokomocji i lądujemy na sławnym Alexanderplatz. Choć po unifikacji Berlina budynki okalające wielki plac zostały zmodernizowane, ekskluzywny (jak na standardy komunistyczne) dom handlowy Centrum-Warenhaus stał się częścią sieci Galeria Kaufhof, a przyjmujący partyjnych bonzów Interhotel Stadt Berlin zmienił się w przynajmniej teoretycznie dostępny dla wszystkich Park Inn by Radisson, to jednak duch epoki DDR pozostał. A może to tylko taka autosugestia?

Stojąca nieopodal wieża telewizyjna ze swoimi 368 metrami jest jedną z najwyższych konstrukcji w Europie. Jej niezwykłość polega na tym, że zbudowano ją w samym centrum wielkiego miasta – bez wątpienia na polityczne zamówienie. Oddana do użytku w 1969 roku, w oczach notabli, a pewnie i wielu mieszkańców DDR, stanowiła symbol potencjału komunistycznego państwa i znak jego dominacji na terenie Berlina. Przez te lata jej smukła sylwetka z błyszczącą, zawieszoną w powietrzu kulą trwale wpisała się w pejzaż miasta i dziś trudno byłoby wyobrazić go sobie bez niej. A ponad milion turystów rocznie wjeżdża na nią, aby spojrzeć na Berlin spod chmur.

Winda porywa nas do góry. A tak naprawdę porusza się niezwykle łagodnie. Żołądek nie podchodzi do gardła ani w trakcie ruszania, ani zatrzymania. Dwieście metrów dzielące nas od tarasu widokowego pokonujemy w 40 sekund. Na górze otwiera się widok na miasto i okolicę. Po stronie zachodniej widać jeszcze chylące się ku widnokręgowi słońce, ale zaraz robi się coraz szarzej i szarzej, zapalają się lampy, nastaje noc. Kilka razy przechodzimy wokół panoramicznej rotundy. Bezwzględnie najciekawszy widok jest na Museuminsel, Unter den Linden, Bramę Brandenburską, Tiergarden. Wyraźnie widać nakreśloną światłem oś miasta.

Siadamy w podniebnym barze. Napojami alkoholowymi i niealkoholowymi, w zależności od tego, co kto może, wznosimy toast za pomyślność.

Czytaj dalej

Copyright © 2014