W Portugalii tropami korka

W kwestii korka Polacy są prawdziwymi ignorantami. Korek kojarzy się nam co najwyżej z zatyczkami do butelek, może jeszcze z podkładkami pod talerze, albo ze ściennymi tablicami do przypinania wiadomości. A przecież ten naturalny materiał znajduje zastosowanie w wielu dziedzinach, od bardzo specjalistycznych rozwiązań (np. izolacja termiczna promów kosmicznych, płyty antywibracyjne w wagonach metra, dylatacje w budownictwie inżynieryjnym, uszczelki gaźników samochodowych) po przedmioty towarzyszące nam w codziennym życiu (np. obuwie, okładziny podłogowe i ścienne).

Wielu z nas sądzi, że dla uzyskania surowca korkowego niezbędne jest ścięcie drzewa. Tymczasem dąb korkowy jest drzewem jedynym w swoim rodzaju: z jego pnia ściąga się ręcznie płaty kory bez uszczerbku dla jego żywotności; kora następnie odrasta i po dziewięciu latach jej zbiór można ponowić. Dęby korkowe obumierają dopiero mając 200 i więcej lat, a ich lasy mają niezwykle ważne znaczenie dla ekosystemu Portugalii (rosną też na południu Hiszpanii, w Tunezji i Algierii).

Amorim, światowy lider produktów z korka, zaprosił grupę dziennikarzy z Polski dla krzewienia w naszym kraju większej wiedzy na temat tego materiału, jego zalet i pochodzenia. Miałem okazję im towarzyszyć. W ciągu dwóch dni odwiedziliśmy fabryki korków do butelek, podłóg korkowych i korka ekspandowanego do izolacji termicznej budynków, ale najważniejszym celem naszej podróży była wizyta w lesie korkowym.

***

Choć lasy korkowe rosną w południowej części kraju, fabryki zajmujące się przerobem kory znajdują się głównie na północy. Dojazd z regionu Porto do Alentejo, krainy dębów korkowych, zajął nam trzy godziny. Przez pierwsze dwie można oglądać malownicze, urozmaicone krajobrazy. Potem teren staje się coraz bardziej płaski i monotonny. Tag stanowi granicę – nazwa Alentejo pochodzi od portugalskiego określenia „za Tagiem”.

Alentejo to największy a jednocześnie najsłabiej zaludniony region Portugalii. To jedno z najgorętszych miejsc na kontynencie europejskim. Doświadczyliśmy tego sami: choć był to dopiero początek marca, nawet późnym popołudniem słońce prażyło na tyle mocno, że można było chodzić w samej koszuli. Taki przyjemny polski letni dzień. Z kolei tutejsze lato byłoby dla nas trudne do zniesienia, bo temperatury nierzadko dochodzą do 40 stopni Celsjusza. Pomimo małej ilości opadów i wysokich temperatur Alentejo jest regionem typowo rolniczym. Nie ma tu większego przemysłu, a podstawą gospodarki jest uprawa zboża, słoneczników, oliwek, winorośli, hodowla owiec i świń.

Na tych rozległych, z lekka jedynie pofałdowanych, obszarach rosną lasy korkowe. W Alentejo zajmują łącznie blisko 530.000 hektarów (a w całej Portugalii niemal 740.000). Zwane po portugalsku montado, mają kluczowe znaczenie dla gospodarki i środowiska naturalnego nie tylko regionu, ale i całego kraju.

„Nasz” las znaleźliśmy po minięciu Coruche, niewielkiego miasteczka. Wyglądał podobnie jak te, które wcześniej i później mogliśmy widzieć z okien samochodu. Przede wszystkim nie jest to las przypominający nasze polskie: gęste, dostojne, z wysokimi, rozłożystymi drzewami i zróżnicowaną roślinnością. Montado tworzą drzewa, które choć należą do rodziny dębów, są dość niskie, z pokręconymi konarami, tworzącymi nieregularną koronę; obdarzone są mnogością liści, ale te są drobne jak u drzewa oliwnego. Dęby rosną w większej odległości od siebie, a między nimi ziemię pokrywają karłowate krzaczki i wypalona słońcem trawa. Mieliśmy szczęście, że w miejscu, do którego dotarliśmy, zbiór kory prowadzony był w zeszłym roku. Dzięki temu pnie drzew miały jeszcze intensywnie rdzawobrązowy kolor, kontrastujący z szarozieloną barwą kory pokrywającej konary.

Panowała cisza i spokój. Wzdłuż lasu biegła ubita ziemna droga, niknąca za zakrętem. Miałem prawdziwą ochotę pójść nią dalej…

Montado odwiedziliśmy w marcu i w żaden sposób nie mogliśmy zobaczyć, jak ściąga się korę z drzewa, bo zbiór korka odbywa się tylko w okresie wczesnego lata, kiedy kora jest elastyczna i dość łatwo odspaja się ją od pnia. Praca ta wykonywana jest ręcznie przy użyciu specjalnego toporka, dokładnie tak samo jak 100 i więcej lat temu. To podobno najlepiej płatne zajęcie w rolnictwie, ale do jego wykonywania potrzebna jest wiedza i praktyka. Korę trzeba przeciąć toporkiem na tyle umiejętnie, aby nie skaleczyć samego pnia. Potem w wycięcie wsuwa się trzon toporka i delikatnie podważa korę –  trzeba oderwać cały duży jej płat, a nie tylko niewielki, nieregularnego kształtu kawałek.

Płaty kory układa się w pryzmach i tak jest ona sezonowana przez okres kilku miesięcy. Potem zaczyna się jej obróbka: gotuje się ją w kadziach dla pozbycia się szkodników i pleśni, staje się wtedy giętka i po wyciągnięciu z kąpieli pod wpływem nacisku można nadać jej bardziej płaski kształt. Wkrótce potem następuje etap segregacji: dosłownie każdy kawałek kory przechodzi przez ręce doświadczonego pracownika, który po dokonaniu oceny grubości, regularności i porowatości kory grupuje płaty według klas jakościowych. To bardzo ważny etap: zła klasyfikacja może albo uszczuplić dochody przedsiębiorcy, albo narazić go na kosztowne reklamacje.

Z tak wyselekcjonowanej kory wycina się monolityczne korki do butelek. Do najwyższej klasy win dobierana jest najwyższej klasy kora, a korki wycinane są przy użyciu pneumatycznej wyrzynarki, obsługiwanej przez doświadczonego pracownika. Jest on w stanie zoptymalizować wykorzystanie cennego surowca, czego nie można by osiągnąć, korzystając z automatów. Kolejna czynność, gdzie człowiek jest w dalszym ciągu niezbędny to sortowanie korków (nawet z jednej klasy kory otrzymuje się kilka klas korków). Jest to domena starszych kobiet, które cierpliwie śledzą przesuwające się na taśmie korki, wychwytują te, które nie mieszczą się w danej klasie, i odkładają je do oddzielnego pojemnika.

Proces zbioru i przetwarzania kory dębów korkowych przesiąknięty jest tradycją. W tych wszystkich czynnościach ważna jest relacja człowieka z przyrodą i ludzi między sobą. I w tym tkwi piękno i urok tej działalności, co docenia każdy, kto się z nią zetknął. Jednakże to nie oznacza, że jest to branża patrząca wstecz, jest wręcz przeciwnie. Do lat sześćdziesiątych XX wieku cały odpad pozostały po produkcji korków monolitycznych, czyli większość kory, był praktycznie marnotrawiony. Od tego czasu wymyślono wiele produktów wytwarzanych z kory mielonej i spajanej następnie w bloki i cylindry. Teraz wykorzystywana jest niemal każda kruszynka korka. Jeśli nie da się już nic z niej zrobić, idzie do kotła i zasila system energetyczny fabryki.

Czytaj dalej

Copyright © 2014