Caniço de Baixo

Mieszkaliśmy w południowo-wschodniej części Madery w Caniço de Baixo. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy, zbudowany był na klifie, a z pokoju mieliśmy widok na ocean i łańcuch skalistych, niezamieszkanych wysp Ilhas Desertas. Choć dzieliło nas od nich 20 km, wydawały się być znacznie bliżej. Ich obraz zmieniał się nieustannie w zależności od kąta padania i intensywności promieni słonecznych oraz stopnia zachmurzenia nieba. Nigdy się więc ten widok nie nudził.

Już krótki spacer po najbliższej okolicy dał nam poznać, co oznacza wędrowanie na Maderze. Drogi, ścieżki trawersują zbocza, wznoszą się i opadają, niemożliwością jest znalezienie dłuższego płaskiego odcinka.

Caniço de Baixo jest niżej położoną, wypoczynkową częścią miasteczka Caniço. Tu w bliskości morza pobudowano hotele, apartamentowce, rezydencje z wypielęgnowanymi ogrodami. Żeby dotrzeć do centrum miasteczka, trzeba przejechać ponad 2 km, pokonując różnicę wysokości wynoszącą 200 metrów, a kiedy się tam znajdziemy, zobaczymy, że zabudowa mieszkaniowa ciągnie się jeszcze dalej i dalej w górę stoków. Domy nie stoją gęsto obok siebie, są rozrzucone chaotycznie na całej powierzchni, ale że utrzymane są w zbliżonej stylistyce, z jasnymi fasadami i ceglastą dachówką, całość tworzy malowniczą kompozycję.

Z Caniço de Baixo zrobiliśmy sobie przyjemną pieszą wycieczkę na przylądek Garajau (około 5 km w dwie strony). Trasa wiodła wzdłuż morza, więc teoretycznie nie powinna była wymagać wielkiego wysiłku, ale jak to na Maderze nie obeszło się bez wspinaczki. Na grzbiecie przylądka wznoszącego się wysoko ponad wodami oceanu zbudowana jest statua Najświętszego Serca Jezusowego, przedstawiająca postać Chrystusa z rozpostartymi ramionami (i stąd popularnie zwana statuą Chrystusa Króla). Pomnik wysokości 14 metrów wzniesiono w 1927 roku.

Ze szczytu klifu można zejść na znajdującą się u jego stóp kamienistą plażę opadającą stromo, wijącą się zakosami drogą. My wybraliśmy znacznie bardziej komfortowe rozwiązanie. Z biletem za 3 euro w obie strony zjechaliśmy w kabinie kolejki linowej. Na dole było niemal pusto, szum wody koił zmysły, a jasne słońce zachęcało do lenistwa. Rozpęknięta skała klifu ukazała nam swoje wnętrze. Biegnące ukośnie z góry w dół, różniące się barwą poszczególne jej warstwy dobitnie dowodziły wulkanicznej formacji. Dziwnym się tylko wydawało, że warstwę wierzchnią stanowiła żywa zieleń. Jak te wszystkie rośliny znalazły dogodne dla siebie warunki na tej kamiennej stromiźnie?

Czytaj dalej

Copyright © 2014