Trasa wschodnia

Caniço de Baixo – Ponta de Sāo Lourenço – Santana – Vereda dos Balcōes – Pico do Arieiro – Caniço de Baixo (100 km)

Jeżeli miałbym na Maderze jedynie jeden dzień do dyspozycji, to wybrałbym się na wycieczkę tą właśnie trasą.

Najpierw jedziemy wzdłuż wschodniego wybrzeża drogą szybkiego ruchu. Po 10 km docieramy do miejscowości Santa Cruz, gdzie znajduje się położone nad oceanem lotnisko. Jego pas startowy był kiedyś zbyt krótki, lądowanie było tu niebezpieczne. Najbardziej tragiczny wypadek miał miejsce w 1977 roku, kiedy to Boeing 727 portugalskich linii TAP lądował w trudnych warunkach atmosferycznych, wpadł w poślizg, zsunął się na skaliste wybrzeże i zapalił. Zginęło w tej katastrofie 131 osób. W 2000 roku pas został wydłużony o niemal 1000 metrów, co wymagało stworzenia skomplikowanej inżynieryjnej budowli. Konstrukcja wsparta jest na 180 kolumnach, wysokości około 70 metrów, z których część stoi w wodzie. Pod spodem poprowadzono drogę szybkiego ruchu i właśnie jadąc tamtędy autem, najbardziej można docenić maestrię konstruktorów.

Kolejna miejscowość to Machico, gdzie znajduje się jedna z dwóch na Maderze sztucznie utworzonych piaszczystych plaż. Zostawiamy ją z boku, droga oddala się od morza. Wkrótce skręcamy w prawo za znakiem na Caniçal i wjeżdżamy w tunel o długości 2140 metrów.

Tunele drogowe na Maderze to temat na osobną opowieść. Bez nich podróżowanie po tej górzystej wyspie byłoby ogromnie utrudnione. Do wielu miejsc nie miałoby w ogóle sensu jechać, bo nie dałoby się wrócić przed końcem dnia. Tych tuneli jest około 150, a ich łączna długość wynosi w przybliżeniu 100 km. Nawet jeśli te dane nie są precyzyjne, to oddają skalę zjawiska. Uderzające jest też, że te tunele w większości są całkiem nowe, powstały kilkanaście lat temu. Kosztowały na pewno fortunę (ponoć przez to regionalny rząd Madery tonie teraz w długach), ale rzecz nie tylko w pieniądzach. Zadziwiające jest, że znalazła się wystarczająca ilość zasobów technicznych i ludzkich do realizacji tak ambitnego przedsięwzięcia. U nas drążenie dwóch nitek tunelu w ciągu Zakopianki o długości nieco ponad 2 km w nieporównywalnie łatwiejszych warunkach geologicznych ma trwać 3 lata. Gdyby w takim tempie działano na Maderze budowa wszystkich tuneli zabrałaby cały wiek.   

Po wyjeździe z tunelu znajduje się rondo, które trzeba opuścić na trzecim zjeździe (my wskutek słabego oznakowania wybraliśmy pierwszy zjazd i potem niepotrzebnie wspinaliśmy się starą szosą na Machico, dopiero po pewnym czasie zorientowaliśmy się, że podążamy w złą stronę). Po 4 km dojeżdżamy do końca drogi. Dalej ciągnie się niezamieszkany półwysep Świętego Wawrzyńca (Sáo Lourenço), po którym wiedzie ścieżka turystyczna. Ten wysunięty najdalej na wschód fragment Madery wygląda inaczej niż cała wyspa. Brak drzew i krzewów, gołe, porośnięte jedynie niskimi krzewinkami zbocza, strome klify i fale rozbryzgujące się o skaliste wybrzeże. Widoki, które przywołują obraz Szkocji. Długość szlaku na sam czubek półwyspu wynosi 4 km i tyle samo z powrotem. My przeszliśmy mniej więcej połowę dystansu, wystarczająco, aby poczuć klimat tego miejsca.

Kolejny punkt programu to Santana, miasteczko położone 26 km w kierunku północnym. Droga dalej dobra, tunele, tunele, w tym najdłuższy na wyspie – Faial Cortado 3168 metrów. Do Santany wszyscy jeżdżą dla kolorowych domków w kształcie szałasu, krytych strzechą z trzciny cukrowej. Podobno takie budownictwo było kiedyś typowe dla Madery. Jeśli nawet to prawda, te chatki stojące w centrum miasteczka z pewnością nie są autentyczne. Zostały zbudowane pod kątem turystów, a mieszczą się w nich sklepiki z pamiątkami. Można by zatem ten punkt na trasie wycieczki pominąć. Można by, lecz domki ładnie prezentują się na zdjęciach, więc w sumie niekoniecznie trzeba Santanę skreślać. W jednej z chat nabywamy kieliszek ponchy, lokalnego napoju alkoholowego – aguardente z sokiem z cytryny i miodem. Ohyda! Nawet sok z cytryny nie jest w stanie złagodzić posmaku bimbru.

Cofamy się do Faial, z głównej drogi skręcamy na Ribeiro Frio. Teraz czekają nas strome podjazdy, bo z poziomu morza musimy się wznieść na 1800 metrów, pokonując najwyższe na Maderze góry. Droga wije się zakosami, nawierzchnia raz lepsza, raz gorsza, pusto, trochę dziko. Do pewnego momentu towarzyszą nam rozsiane na zboczach domy, potem już tylko lasy i lasy. Przejechanie ledwie 10 km zajmuje 20 minut. Docieramy do Ribeiro Frio, niewielkiej wioski, skąd prowadzi szlak do Balkonów (Balcōes) – 3 km w obie strony. Ta łatwa trasa prowadzi wzdłuż lewady Serra do Faial.

Lewady to kanały irygacyjne, zbudowane na Maderze, którymi z gór sprowadza się wodę na tereny z jej deficytem, głównie na południowe wybrzeże wyspy. Ścieżki biegnące wzdłuż kamiennych koryt służą teraz jako turystyczne trasy.

Końcem szlaku jest półka skalna, skąd roztacza się widok na głęboką dolinę Ribeira da Metade i piętrzące się wyżej szczyty – najwyższy Pico Ruivo (1861 m.n.p.m.), Pico Arieiro (1817 m.n.p.m.) i inne – tyle że teraz nic nie widać, bo zakryte są gęstymi chmurami. Za to atrakcję stanowią zniczki maderskie, maleńkie ptaszki fruwające dokoła, które na wpół oswojone zlatują się, gdy tylko wyczują okazję zdobycia okruszyn z bułki zjadanej przez turystę.        

Jedziemy dalej. Drogę zagradza nam stadko owiec, idące samopas. Chwilę trzeba poczekać aż zejdzie na pobliską łąkę. Jest mglisto, ale to nie mgła, jesteśmy na poziomie chmur. W prawo odchodzi droga do Pico de Arieiro. Tak, na drugi pod względem wysokości szczyt Madery można wjechać autem, ale czy to ma teraz sens przy braku widoczności? Jednak postanawiamy kontynuować podróż. Mijają minuty i, gdy wiemy, że musimy już być blisko celu, nagle chmury rozstępują się i wyjeżdżamy na zalany słońcem stok z górującym nad nami granatowym niebem.

Jest rześko, temperatura tylko 6 oC. Widoki skalistych grani, wystających ze skłębionego białego morza, piękne i niespodziewane.

Teraz zjazd na południową stronę wyspy. Na trasie z Pico de Arieiro do Funchal naliczyłem 150 zakrętów.

Czytaj dalej

Copyright © 2014