Skansen wiejski, skansen miejski

01/05/2017

Rankiem odchylam zasłonę, niebo jest całe zasnute chmurami, nie widać ani skrawka błękitu. A przecież na dziś zapowiadano słońce. Nerwowo przeglądamy prognozy pogody, wszystkie źródła twierdzą, że będzie ładnie. Nie pozostaje nam nic więcej, jak cierpliwie czekać na poprawę z wiarą w prawidłowość prognostycznych algorytmów. Kiedy o dziesiątej trzydzieści wychodzimy z domu, widać przejaśnienia, a godzinę później niebo jest zupełnie czyste.

Spod ratusza płyniemy stateczkiem na półwysep Bygdøy. Przeprawa trwa raptem dziesięć minut. Lądujemy wśród eleganckich willi ze śnieżnobiałymi fasadami i czarnymi lśniącymi dachami. To dzielnica rezydencyjna, tu znajdują się między innymi królewskie posiadłości z pałacem letnim. My przybyliśmy dla muzeów, których pięć o tematyce wybitnie norweskiej ma tu swe siedziby. Jako pierwsze w naszym rozkładzie mamy Norske Folkemuseum, kultury materialnej, albo etnograficzne. Na dużej przestrzeni zlokalizowane są budynki wiejskie i miejskie przeniesione z różnych części Norwegii, pokazujące jak dawniej mieszkali ludzie. Teren jest częściowo zalesiony, częściowo pagórkowaty, przy takiej słonecznej pogodzie jak dziś spacerowanie wyznaczoną trasą to czysta przyjemność.

Świetnie prezentują się drewniane chaty kryte mchem. Cennym zabytkiem jest kościół typu stave z XIII wieku. Kamili najbardziej podoba się gospodarstwo z połowy XX wieku. Zabudowania wymalowane są w charakterystycznych dla Skandynawii barwach – ściany mają kolor czerwieni faluńskiej (nazwa pochodzi od kopalni miedzi w szwedzkim Falun), a stolarka okienna jest biała. Na podwórzu stoi traktor, w oborze żywy inwentarz – prosiaki, krowy, kaczki. Kamila mówi, że czuje się jak przeniesiona do Bullerbyn. Pokoje w domu urządzone są kompletnie, tak jakby jakaś rodzina wyprowadziła się pięćdziesiąt lat temu i od tego czasu niczego nie ruszano.

Skansen ma też swoją część miejską z dwupiętrową kamienicą czynszową, stojącą niegdyś w centrum Oslo  (niestety budynek był obłożony rusztowaniami i elewacja była niewidoczna). W kamienicy znajduje się sześć mieszkań. Każde z nich przedstawia historię innej rodziny i urządzone jest w stylu innej epoki. Ostatnie na najwyższym piętrze przypomniało mi czasy dzieciństwa. Meblościanki, dekoracje z kolorowego plastiku, drewniane karnisze, adapter grający Beatlesów. Choć w Polsce „kwitnął” wtedy socjalizm, to jednak pewne elementy mody przeniknęły z kapitalistycznego Zachodu.

Wizytę kończymy uliczką ze starą stacją benzynową, bankiem i sklepem kolonialnym.

Norske Folkemuseum. Dziesięc punktów na dziesięć.

Czytaj dalej

Copyright © 2014