W sklepie

02/05/2017

Wracając do domu, wstępujemy do sklepu, żeby kupić jakieś drobiazgi na upominki dla rodziny. Do koszyka wkładamy też piwo. Po ciepłym dniu chce się pić. Sklep czynny jest do jedenastej, więc nie spieszymy się z zakupami. Gdy dochodzimy do kasy jest parę minut po ósmej. Chłopak skanuje poszczególne produkty, lecz puszkę z piwem odstawia na bok. Nie mogę wam tego sprzedać – mówi. Jesteśmy totalnie zaskoczeni. O co chodzi? Okazuje się, że zgodnie z prawem napoje alkoholowe można kupować jedynie do ósmej wieczorem. Musimy obejść się smakiem.

Wizyta w norweskim sklepie to jest w ogóle najbardziej wstrząsające doświadczenie, jakie turysta może tu przeżyć. Ceny są bez wyjątku kosmiczne, trzy, cztery razy wyższe niż w Polsce. Przez pierwsze dwa dni człowiek boi się kupić cokolwiek. Trzeba wreszcie przestać przeliczać i porównywać, bo inaczej przyszłoby zwariować.

W tym kontekście naszą wyprawę do najdroższego miasta w Europie udało się zrealizować nie tak wielkim kosztem. Wydatki naszej grupy 2+1:

  • przelot Kraków-Oslo-Kraków – 1.084 zł,
  • przejazd lotnisko-centrum miasta i z powrotem – 419 kr (189 zł),
  • wynajem mieszkania – 1.575 zł,
  • komunikacja miejska – 585 kr (263 zł),
  • Oslo Pass – 1.000 kr (450 zł),
  • zwiedzanie opery – 260 kr (117 zł),
  • pozostałe – 1.070 kr (482 zł),

czyli razem 4.160 zł.

Czytaj dalej

Copyright © 2014