Zima w Andaluzji

Mieliśmy jechać do Argentyny, a wiadomo, że do Argentyny najlepiej jechać, jak u nas zima, a u nich lato. Planowałem ten wyjazd od września. Ułożyłem trasę, żeby zobaczyć wodospady Iguazu i przejechać doliną Chubut śladami Bruce Chatwina, poszwendać się trochę w Buenos i spotkać naszą rodzinę w Mar del Plata, odwiedzić pingwiny w Punta Tombo i odbyć przejażdżkę La Trochita, starym patagońskim ekspresem. Ale potem rozhulał się kryzys gospodarczy, kursy walut oszalały, nie wiadomo było, czym się to wszystko skończy. Ciężko było tworzyć dalekosiężne plany. Naszła nas też obawa, że któreś z dzieci mogłoby zachorować, bo to przecież pora grypy i przeziębień, i cały ten napięty i, co tu dużo mówić, bardzo kosztowny program ległby w gruzach.

I tak zamiast do Argentyny postanowiliśmy jechać do Andaluzji.

Budżet niezbędny do realizacji naszej wyprawy do Argentyny szacowałem na 30 tys zł. Kiedy teraz położyłem na szali 9 tys zł przeznaczone na Andaluzję, każdy wydatek wydawał mi się łatwy, wręcz przyjemny do poniesienia.

Bilety lotnicze. Do tej pory wycieczki lotnicze odbywaliśmy czarterami, albo low costami. Zimą do Andaluzji takie z Polski jednak nie latają. W grę wchodziły linie Norwegian z lotem z Warszawy do Malagi, ale przegapiliśmy promocję na początku roku, a bilet w cenie standardowej wcale nie był tani. Lot Ryanair czy Easyjet też nie był cenowo atrakcyjny, a jeszcze dodatkowo trzeba by było spędzić jedną noc w Londynie. Zdecydowaliśmy się zatem na Lufthansę: Kraków-Monachium-Malaga. Lot pewny, wygodny (z naszego miasta, z obiadkami na pokładzie, co bardzo podobało się Kamili) i w dość porównywalnej cenie, biorąc pod uwagę całość kosztów. W sumie za dwie osoby dorosłe i dwoje dzieci zapłaciliśmy 4.420 zł (przy czym jeden bilet wyszedł trochę taniej, bo przy jego zakupie wykorzystałem mile premiowe programu Miles & More).

Hotel. Chcieliśmy zatrzymać się na Costa del Sol, żeby połączyć zwiedzanie z odpoczynkiem nad morzem. Najlepiej byłoby mieszkać w apartamencie z aneksem kuchennym, aby samemu można było coś upichcić. A jeszcze dodatkowo hotel mógłby posiadać kryty basen, bo temperatura w lutym niekoniecznie musi być wysoka. Wybór miejsc spełniających wszystkie te kryteria był dość ograniczony. Zdecydowałem się na aparthotel Benalmadena Palace (cztery gwiazdki, ale żaden pałac). Rezerwacja przez expedia.com wyszła taniej niż bezpośrednio w hotelu. Tydzień (bez wyżywienia) kosztował 495 dolarów (ledwie 40% ceny sezonu letniego).

Wynajem samochodu. Na lotnisku w Maladze wynajem samochodu jest chyba najtańszy na świecie. Pewnie, że to poza sezonem, ale cena 64,40 euro za forda fiestę, na siedem dni, z wszystkimi opłatami, ze zniesionym udziałem własnym, powalała z nóg. Kilka razy sprawdzałem na stronie malaga-airport-guide.com, zanim zdecydowałem się na rezerwację, bo aż mi się nie chciało wierzyć, że to nie pomyłka.

Mieliśmy lecieć w niedzielę 15 lutego. A w nocy z 13 na 14 lutego łagodna do tej pory zima postanowiła przypomnieć o swojej prawdziwej naturze. W całym kraju zdrowo sypnęło. Kiedy rano wyjrzałem przez okno, wszystko przykryte było kilkunastocentymetrową warstwą świeżego puchu. Radio informowało o zatorach na nieprzejezdnych drogach. W korkach utknęło wiele spieszących na ferie rodzin. Pakując się, myśleliśmy, czy kolejna śnieżyca nie sparaliżuje ruchu na lotnisku i nie pokrzyżuje nam naszych planów. A płatki śniegu, nie przejmując się naszymi obawami, cały czas radośnie wirowały w powietrzu.

aa Andaluzja 003

15/02/2009

Czwarta trzydzieści nad ranem to tak naprawdę w zimie środek nocy. Jedziemy wyludnionymi ulicami miasta. Biel rozścielonego śniegu pogłębia wrażenie pustki. Mijamy pług odśnieżający jezdnię. Mamy szczęście, że w nocy nie było gwałtownej zamieci. Drogi są przejezdne. Bez problemu docieramy na lotnisko.

W samolocie jest zimno jak w psiarni. Dłuższą chwilę trwa jego odladzanie: podjeżdża cysterna i przy pomocy specjalnych dysz płyn rozmrażający rozprowadzany jest po kadłubie. Wreszcie silniki zostają uruchomione, kołujemy na pas startowy, a przyjemne ciepło rozchodzi się w kabinie. Po kilku minutach jesteśmy już w powietrzu, a po kolejnych miła stewardessa częstuje kanapkami. Niestety ekspres do kawy przymarzł w nocy. Dopiero w połowie lotu udaje się go przywrócić do pracy. Czarny napar rozlewany jest do kubków. Ostatecznie wyrywamy się z mroźnych objęć polskiej zimy.

Czytaj dalej

Copyright © 2014