Na krawędzi

Ronda, 16/02/2009

Mury obronne, szpaler starych kamieniczek, most (z okien samochodu nie widać, co poniżej), biały owal areny byków i parkujemy samochód w bocznej ulicy. Teraz zwiedzanie. W dokładnie odwrotnym kierunku.

Jednak po kilkudziesięciu metrach skręcamy z głównej ulicy. Dajemy się wciągnąć szerokiej parkowej alei, prowadzącej prosto do… Nawet jeżeli czytało się wcześniej o niezwykłym położeniu Rondy ponad skalnym urwiskiem, wrażenie, kiedy stanie się na jego skraju, jest piorunujące. To w dużej mierze efekt kontrastu między stosunkowo równym terenem, na którym powstały zabudowania, a głębią rozpadliny. Ściana biegnie niemal pionowo ponad sto metrów w dół. Na dnie kotliny widać domy, które z tej perspektywy wyglądają jak domki dla lalek. Dalej teren zaczyna się wypiętrzać. Perspektywę zamykają dzikie skaliste zbocza pasma Serranía de Ronda.

Ruszamy wąskim deptakiem. Z jednej strony ściany domów, z drugiej kamienna balustrada oddzielająca nas od przepaści. Alejka zatacza lekki łuk w lewo. Naprzeciw nas wyrasta teraz przeciwległe zbocze z zabudowaniami starszej części Rondy. W dole płynie wąskim korytem rzeka Guadalevín. Pionowe ściany zbliżają się coraz bardziej do siebie. Dochodzimy do jednego z symboli miasta – Puente Nuevo – Nowego Mostu.

 

 

Czytaj dalej

Copyright © 2014