Szczęście architekta

Ronda, 16/02/2009

Ronda została zbudowana na wznoszącym się od południa zboczu. Od północy miasto było naturalnie zabezpieczone przed napaściami rozcinającym skalne wypiętrzenie wąwozem rzeki Guadalevín. Podobnie jak w wielu innych europejskich miastach, w XVIII wieku średniowieczne umocnienia stały się barierą dla rozwoju Rondy. Tu jednak nie chodziło o rozebranie starych murów. Trzeba było wymyślić sposób na przekroczenie stumetrowej przepaści, aby dostać się na leżący po drugiej stronie płaskowyż.

Pierwszy most o konstrukcji łukowej z 1735 roku zawalił się, powodując śmierć około 50 osób. Po tym przykrym doświadczeniu zdecydowano się na solidną budowlę, posadowioną na dnie wąwozu. Filary mostu były ciągnięte w górę kamień po kamieniu. Budowa trwała 42 lata i została ukończona w maju 1793 roku.

W obu moich przewodnikach podana jest informacja, że architekt nadzorujący budowę zginął tragicznie w trakcie inspekcji. Jeden z nich opisuje nawet, jak to budowniczy był opuszczany w koszu dla zbadania stanu konstrukcji, a kiedy wiatr zwiał mu kapelusz z głowy, rzucił się niebacznie, aby go złapać, i wypadł z kosza na dno wąwozu. Na każdym turyście taka historia robi mocne wrażenie. W rzeczywistości jednak Jose Martin de Aldehuela zmarł śmiercią naturalną dziewięć lat po zakończeniu budowy mostu.

Teraz zimą, kiedy promienie słońca nawet w południe nie sięgają dna jaru, przepaść wydaje się nie mieć końca. Czuję, jak ciało robi mi się ciężkie i sztywne, kiedy ostrożnie wychylam się ponad krawędź balustrady, aby spojrzeć w dół. Jeżeli chodzi o budowę mostu, to ja mógłbym co najwyżej brać udział w murowaniu jego fundamentów.

Czytaj dalej

Copyright © 2014